Żarty w TV?

W 1957 r. telewizja BBC ogłosiła, że dzięki łagodnej zimie i innym skomplikowanym czynnikom, szwajcarscy rolnicy zebrali pierwsze plony spaghetti. Informacji towarzyszył materiał wideo, pokazujący uśmiechniętych farmerów zrywających makaron z drzew. W rezultacie do telewizji zadzwoniły tysiące Brytyjczyków z pytaniem, jak wyhodować spaghetii w przydomowych ogródkach.

W 1985 r. magazyn "Sports Illustrated" opublikował artykuł o młodym graczu w baseball, który tak mocno rzuca piłkę, że osiąga ona prędkość 270 km/h. Niesamowite umiejętności chłopak miał zdobyć w tybetańskim klasztorze. Magazyn twierdził, że gracz trafi do teamu New York Mets. Kibice nowojorskiej drużyny byli wniebowzięci - dopóki nie okazało się, że to żart.

W 1998 r. Burger King opublikował reklamy, w których ogłosił wprowadzenie na rynek "Whoppera dla Leworęcznych". Kanapka miała mieć te same składniki, przesunięte o 180 stopni względem wersji dla praworęcznych. O nowego burgera prosiły tysiące klientów.

Małpy zbudowały procę i wystrzeliły się za płot

Grupa małp z japońskiego centrum badawczego przewyższyła inteligencją badających je naukowców i, używając zaimprowizowanych katapult, wystrzeliła się za ogrodzenie - informuje The Japan Times.

12 małp z centrum badawczego uniwersytetu w Kioto od wolności oddzielał ponad 5-metrowy płot pod napięciem. Sprytne ssaki wspięły się dwumetrowe drzewa, które od ogrodzenia dzieliło ok. 3 metrów. Następnie, wykorzystując korony drzew, małpy wystrzeliły się z nich jak z procy i jedna po drugiej przelatywały nad ogrodzeniem.

Na tym jednak błyskotliwość małp się skończyła, ponieważ nie za bardzo wiedziały, co zrobić z nowo odzyskaną wolnością. Zwierzęta kręciły się po ośrodku, aż w końcu zostały wyłapane przez naukowców w sposób, który nie świadczy dobrze o ich bystrości - zostały zwabione z powrotem za płot przez badaczy uzbrojonych w orzeszki.

Naukowcy wyciągnęli wnioski z tej niezwykłej ucieczki i przycięli drzewa, aby małpy nie powtórzyły swojego wyczynu.

P2P: co Ci wolno, a za co pójdziesz siedzieć?

"Każdy konsument ma prawo do wykonania kopii legalnie nabytej płyty CD czy DVD. Jeśli zastosowane na płycie zabezpieczenia uniemożliwiają to, można - w ramach praw konsumenckich - poprosić producenta płyty (wydawcę) o dostarczenie kopii płyty" - mówi w rozmowie z PCWK mec. Aleksander Stuglik, ze spółki prawniczej B. Żuradzka Kancelaria Prawna. Naszego rozmówcę spytaliśmy również o to, czy w myśl polskiego prawa legalne jest udostępnianie w sieciach P2P muzyki i filmów (okazuje się, że w pewnych okolicznościach nie jest to zabronione), a także o to, czy za korzystanie z nielegalnego oprogramowania można w Polsce iść do więzienia. A. Stuglik powiedział nam również, że raczej mało prawdopodobne jest, by znana z USA taktyka pozywania użytkowników sieci P2P dotarła do Polski...

Aleksander Stuglik jest prawnikiem ze spółki prawniczej B. Żuradzka Kancelaria Prawna Sp.K. w Katowicach, która specjalizuje się w zagadnieniach własności intelektualnej (kancelaria posiada ofertę usług prawniczych dla firm informatycznych - pakiet IT Legal). Na dorobek A. Stuglika składają się m.in. opracowania i artykuły publikowane w Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego PWOWI, Radcy Prawnym, Palestrze, Monitorze Prawniczym, Rzeczpospolitej, jak też w Gazecie Prawnej, Twoim Biznesie oraz Komputerze w Firmie.

PCWK: Czy kopiowanie za pośrednictwem sieci bezpośredniej wymiany plików chronionych prawem autorskim filmów, muzyki i oprogramowania jest w myśl polskiego prawa zabronione?

Aleksander Stuglik Sprawy te normują przepisy ustawy z 1994 o prawie autorskim i prawach pokrewnych zawarte w rozdziale 3 tejże ustawy. Są to przepisy o tzw. dozwolonym użytku osobistym. Wedle tych przepisów, w szczególności art. 23, dopuszczalne jest "dzielenie się" utworami w ramach tzw. użytku osobistego. Pod pojęciem tym kryje się zarówno korzystanie z danego utworu przez nabywcę egzemplarza utworu, licencji itp., jak również przez osoby pozostające w związku osobistym, takim jak pokrewieństwo, powinowactwo, stosunek towarzyski.

A zatem, jeśli dochodzi do wymiany plików za pomocą sieci peer-to-peer pomiędzy osobami pozostającymi w związku osobistym, to wydaje się, iż przepisy ustawy o prawie autorskim tego nie zabraniają. Należy jednak zwrócić uwagę na kilka obostrzeń, jakie zawiera ustawa. Po pierwsze dozwolony użytek został wyłączony w odniesieniu m.in. do programów komputerowych (zob. art. 77 ustawy). Oznacza to, że nie tylko nie wolno w świetle ustawy wymieniać się programami komputerowymi w sieci, ale także udostępniać ich do korzystania osobom innym, niż uprawniony z licencji na program komputerowy. Przy czym warto wskazać, iż ustawa o prawie autorskim nie daje definicji programu komputerowego. W nauce prawa autorskiego jest on rozumiany najczęściej jako "zespół komend przeznaczonych do wykonania przez komputer, zapisany w języku zrozumiałym dla tego komputera". Tak więc ujęcie programu komputerowego jest bardzo wąskie. Kiedy przyjrzymy się ustawie o prawie autorskim, to zauważymy, iż odróżnia ona niektóre kategorie tego, co powszechnie rozumie się jako program komputerowy. W ustawie na przykład wyróżnia się program komputerowy i elektroniczną bazę danych. Wynika z tego, iż ustawodawca stoi na stanowisku, iż baza danych w formie elektronicznej, będąca przecież programem komputerowym, tym programem w świetle ustawy nie jest. Jaki z tego wniosek? Ano, taki, że na gruncie prawa autorskiego rozróżnia się poszczególne grupy wytworów informatycznych. Istnieją obok siebie programy komputerowe, bazy danych, gry, pliki z muzyką czy video (nie będące programami komputerowymi).

Zatem dozwolony użytek de facto wyłączony jest w stosunku do programów komputerowych ujmowanych bardzo wąsko. Jednak ta konkluzja nie może nas doprowadzić do błędnego wniosku, iż wszystko jest dozwolone w sieciach peer-to-peer. Należy bowiem spojrzeć jeszcze na art. 35 ustawy, zgodnie z którym dozwolony użytek nie może godzić w słuszne interesy twórcy, takie jak np. prawo do wynagrodzenia za utwór. Podsumowując, zgodne z prawem jest podzielenie się muzyką z koleżanką z klasy, ale już niekoniecznie udostępnienie tej muzyki w taki sposób, aby osoby nie związane z udostępniającym mogły ją ściągać.

Obiegowa opinia mówiąca, iż udostępnianie plików w sieci peer-to-peer jest nielegalne, jest właściwa tylko w tej części, w jakiej udostępniamy te pliki osobom nieznanym (nie pozostającym z nami w stosunku towarzyskim czy rodzinnym). Z kolei, jeśli idzie o ściąganie plików, to nie może się to odbywać z naruszeniem interesów twórców.
Zakłady bukmacherskie online - Zakłady bukmacherskie

Wyłowili ufoludka i go zjedli

- Normalnie zarzuciliśmy sieci i wędki. Czekaliśmy. Nagle jedna z sieci ugięła się pod ciężarem. Zaczęliśmy ją wyciągać. Ale zamiast ryb w sieciach był on - wspominał jeden z rybaków, Aleksij Iwanow.

Jak pisze "Fakt", tajemnicza istota ważyła ponad 100 kg i miała prawie 2 m długości. - Jej skóra była gładka, jakby pokryta woskiem - twierdzili mężczyźni.

Zszokowani rybacy nie wiedzieli, co zrobić z dziwnym stworem. - Baliśmy się o tym mówić, żeby nas później nikt nie ścigał - tłumaczył Iwanow. Kiedy sprawa się wydała, a nagrany przez jednego z Rosjan film przeciekł do mediów, przestraszeni rybacy pokroili ufoludka i go zjedli.

- W życiu nie jadłem nic pyszniejszego - zapewnił Iwanow.

Britney Spears jest łysa!

Dziennik US Magazine napisał, że Britney weszła do salonu fryzjerskiego i zażądała, żeby ją obciąć zupełnie na łyso. Kiedy fryzjerka odmówiła, Spears złapała maszynkę i sama zaczęła golić sobie włosy.

W sobotę Spears zjawiła się w salonie tatuażu, żeby wykonać mały tatuaż na nadgarstku. To właśnie wtedy lokalnej telewizji udało się nagrać materiał, w którym widać łysą głowę Britney.

Pracownica salonu zdradziła, że Spears wydawała się roztrzęsiona. Na pytanie o nową fryzurę, zirytowana miała odpowiedzieć: "Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie dotykał. Jestem zmęczona tym, że ciągle wszyscy mnie dotykają!"

Pracownicy salonu tautażu mówili, że to jasne, że Britney jest na skraju załamania nerwowego.

Piosenkarka kilka dni temu zapisała się na leczenie odwykowe, ale już po jednej dobie z niego uciekła.
STS zakłady sts

Dostał uwagę za korzystanie z Firefoksa

Uczeń w miejscowości Newville (Pensylwania, Stany Zjednoczone) dostał uwagę. Nie byłoby w tym niczego dziwnego - w końcu miliony uczniów na całym świecie otrzymują codziennie bury - gdyby nie fakt, że powodem do pisemnego upomnienia było prawdopodobnie uruchomienie Mozilli Firefox zamiast Internet Explorera.

Jeśli wierzyć skanowi umieszczonemu na witrynie UploadGeek, uczeń otrzymał uwagę za uruchomienie programu o nazwie "Foxfire.exe".

Nauczyciel nalegał, by zamknął on niepotrzebną aplikację i kontynuował pracę, ale uczeń - można domniemywać - wykazał się wyjątkową impertynencją. Nie zrezygnował z programu, puścił mimo uszu dwa ostrzeżenia i bronił się twierdząc, że wspomniany "Foxfire.exe" to tylko lepsza przeglądarka, a on sam nie robi niczego złego.

W ramach kary anonimowy wychowanek w najbliższą środę odsiedzi 2 godziny w klasie. Gdyby się nie pojawił, grozi mu zawieszenie w obowiązkach ucznia.

Polskie F-16 uziemione przez... myszy?

Polskie F-16 uziemione przez myszy? Wojsko oficjalnie zaprzecza, ale faktem jest, że 10 maszyn nie może wzbić się w powietrze - czytamy na stronie dziennik.pl. Informator dziennika.pl twierdzi, że polna mysz przegryzła kable w potężnym myśliwcu F-16, stacjonującym w podpoznańskich Krzesinach.

- Wszyscy są pewni, że to myszy. A wojsko oczywiście będzie zaprzeczać do upadłego, bo to kompromitacja - opowiada dziennikowi.pl oficer z bazy w Krzesinach.

Oficer ten dodaje, że problem z myszami jest znany od dawna. Najgorsza sytuacja jest na początku zimy, gdy myszy całymi stadami schodzą z pól i kryją się w hangarach - czytamy na stronie Dziennika.

Pułkownik Wiesław Grzegorzewski z resortu obrony narodowej przyznaje w rozmowie z dziennikiem.pl, że uziemionych jest dziesięć samolotów F-16, ale zaprzecza, by przyczyną jakiejkolwiek awarii były myszy.

Handlarze narkotyków strzelali do św. Mikołaja

Nikt nie jest bezpieczny na przedmieściach Rio de Janeiro, nawet św. Mikołaj - podaje Reuter.

Handlarze narkotyków z Rio otworzyli ogień do przelatującego helikoptera, w którym znajdowal się św. Mikołaj, lecący na spotkanie z dziećmi. Handlarze sądzili, że nadlatujący helikopter należy do policji.

- Sądzili, że to policyjna operacja i zaczęli strzelać. Na szczęście nikomu nic się nie stało - poinformował rzecznik lokalnej policji.

Po incydencie helikopter musiał zawrócić. W baku maszyny znaleziono dwie kule. Aktor przebrany za mikołaja dotarł do dzieci samochodem i rozdał prezenty.

Większość z 700 slumsów Rio, zwanych favellami, znajduje się pod kontrolą handlarzy narkotyków.
Fortuna zakłady sportowe: Fortuna

Gorzów: szaleniec pod pędzącym pociągiem

Pod Gorzowem młody człowiek położył się na torowisku, żeby nagrać, jak przejeżdża nad nim pociąg. Film z makabrycznej zabawy zamieścił w internecie

Na podkładach między szynami leży ubrany na czarno mężczyzna. Jego postać rejestruje kamera. Z oddali słychać nadjeżdżający pociąg. Mężczyzna chwyta jedną ręką kolejowy podkład, kładzie na nim głowę. Pojawia się lokomotywa.

Rozpędzona maszyna przejeżdża nad człowiekiem. Robi się ciemno. Mężczyzna leży nieruchomo. Stukot kół. Maszynista daje jeszcze sygnał ostrzegawczy. Przejeżdża jeden, drugi, trzeci wagon. Mija 12 sekund. Mężczyzna podnosi głowę. Ogląda się za siebie. Podnosi nogę, rozkłada ręce, jakby chciał triumfalnie obwieścić: nic mi się nie stało, ocalałem. W oddali słychać odgłos hamowania. Mężczyzna podnosi się, podbiega do kamery.

55-sekundowe nagranie od niedzieli oglądać mogą użytkownicy popularnego serwisu YouTube. Informację o filmie jeden z internautów nadesłał na Alert24.pl. - Ten film propaguje głupią, niebezpieczną zabawę. Ktoś powinien się tym zająć - mówi.

Informacja o filmie trafiła do redakcji "Gazety", bo w tzw. tagach, obok słów "pociąg" i "adrenalina", znalazł się "Gorzów" (tagi to słowa kluczowe, które ułatwiają wyszukiwanie filmów). Film na stronie umieścił użytkownik o nicku: "tylkobeznerwow". Gdy wysłaliśmy mu maila z prośbą o kontakt, nie odpowiedział. Ale po kilku godzinach Gorzowa nie było już w tagach.

Film pokazaliśmy gorzowskim kolejarzom i miłośnikom kolei. Są zszokowani. Rozpoznają miejsce, w którym zrobiono nagranie. - To odcinek między Czechowem a Santokiem, na trasie do Krzyża. Pozornie nie ma tu nic charakterystycznego, ale proszę zwrócić uwagę na słupy w tle. To jest to miejsce - mówi Witold Jakubowski, naczelnik stacji PKP w Gorzowie.

- To Czechów. Poznaję po słupach - mówi Marcin Wasilewski, pasjonat kolei i autor strony www.ostbahn.pl. Na filmie rozpoznaje lokomotywę SU45, wykorzystywaną do ciągnięcia składów pasażerskich (ten odcinek nie jest zelektryfikowany).

Film obejrzało 3,5 tys. internautów. Choć w internecie pojawił się w niedzielę, nagrany został jednak kilka lat temu. Charakterystyczne zakłócenia pod koniec wskazują, że to nagranie z kamery VHS. Z opisu dowiadujemy się, że powstało w październiku 2001 r. Gorzowscy kolejarze, z którymi rozmawialiśmy, takiej sytuacji sobie nie przypominają. - To niemożliwe - mówią. Gdy widzą film, nie dowierzają własnym oczom.

Na portalu YouTube autor nagrania tłumaczy po angielsku: "To było planowane i ćwiczone przed nagraniem, nie było spontaniczne, nie próbujcie tego robić".

Włodzimierza Ganczara, naczelnika działu operacyjnego Służby Ochrony Kolei w Szczecinie, to tłumaczenie nie przekonuje. - Ten facet narażał życie. Gdyby spod wagonów coś wystawało, jakiś hak, zostałby rozszarpany. Taka zabawa to igranie z życiem - mówi Ganczar. Jego zdaniem, gdyby mężczyznę złapano, nie uniknąłby kary. - Dopuścił się kilku wykroczeń. Doprowadził do awaryjnego hamowania i zatrzymania pociągu - tłumaczy.

- Wariat! Rozumiem, że ludzie potrzebują adrenaliny, ale dlaczego my mamy potem sprzątać ich szczątki? - denerwuje się naczelnik Jakubowski.

A internauci? Jedni krytykują, inni się zachwycają: "Wow, to było szalone". Filmem zajęła się tymczasem gorzowska policja. Rozpoczęła postępowanie wyjaśniające. Chce sprawdzić, kiedy i gdzie powstało nagranie, a także odnaleźć autora i doprowadzić do jego ukarania.

Wibrator wywołał alarm bombowy

Wibrator wywołał alarm bombowy w Goeteborgu, w zachodniej Szwecji. Zaczęło się od tego, że w jednym z bloków tego drugiego co do wielkości szwedzkiego miasta sprzątacz znalazł podejrzaną paczkę i zawiadomił policję - poinformował policyjny rzecznik Jan Strannegard.

Paczka buczała i drgała, więc policja nie ryzykując wysłała na miejsce saperów. Zagrożony obszar odcięto kordonem policji, po czym z pomocą specjalnego sprzętu otwarto pakunek.

Ku zaskoczeniu wszystkich zamiast bomby wewnątrz znaleziono zasilaną baterią zabawkę seksualną.

Najsmutniejszy rekord świata

"Dawka śmiertelna 4,5 promila alkoholu we krwi. Nie dotyczy Polaków i Rosjan". Takie napisy pojawiły się podobno na etykietach wódki produkowanej przed laty w Skandynawii. Nowy rekord Polski - 12 promili alkoholu we krwi - potwierdza dotychczasowe obserwacje szwedzkich producentów wódki.

Polscy rekordziści nie dorównują Rosjanom fantazją. Gdzież im (z "wodą brzozową") do wynalazków alkoholowych sportretowanych na kartach poematu Wieniedikta Jerofiejewa "Moskwa - Pietuszki", którego bohaterzy pijali Sucze Flaki, Łzy Komsomołki, czy Balsam Kaaneński. Ich podstawowymi ingrediencjami było: piwo żiguliowskie, płyn do mycia naczyń "Sadko Bogaty Kupiec", eliksir do płukania ust, płyn przeciwko poceniu się nóg oraz oczyszczona politura.

Jednak nikt nie dorówna polskim alkoholikom, gdy wziąć po uwagę rozmiar nieszczęść i zagrożeń, które stwarzają dla innych. Polak - nowy rekordzista zginął w wybuchu gazu, który sam spowodował. Kilka miesięcy temu policjanci ujęli "pijaną żywą torpedę" - - kierowcę fiata 126 p, który na zdewastowanym tylnym siedzeniu przewoził zardzewiały radziecki pocisk artyleryjski z czasów II wojny światowej. Nikt w Polsce nie liczy dokładnie wszystkich ofiar pijaków.